
Co znajdziesz w tym artykule?
- 1 Dlaczego piszę o tym jako pierwszy — i co to znaczy być ekspertem
- 2 Dlaczego to ma znaczenie?
- 3 Ekspert, specjalista, senior, architekt, mentor – kto jest kim?
- 4 Syndrom oszusta – gdy wątpimy we własną ekspertyzę
- 5 Sceptycyzm i agresja wobec „ekspertów” – z czego wynikają?
- 6 Historia z życia: najpierw oni, potem ja
- 7 Jak mierzyć eksperckość w cyberbezpieczeństwie?
- 8 Praktyczne przykłady z branży
- 9 Checklista: Czy jesteś ekspertem?
- 10 Podsumowanie
- 11 Bibliografia
Dlaczego piszę o tym jako pierwszy — i co to znaczy być ekspertem
Zgodnie ze słownikiem, ekspert to „osoba mająca gruntowną wiedzę w jakiejś dziedzinie”. Innymi słowy, to ktoś o głębokich kompetencjach, często w wąskiej specjalizacji, komu przypisuje się autorytet w danym zakresie. Kluczowe jest tu właśnie przypisanie – rola eksperta wynika z uznania przez innych ludzi. Nie wystarczy wpisać sobie wielu lat doświadczenia w CV. W branży technologicznej, a zwłaszcza w cyberbezpieczeństwie, można mieć dekadę stażu i wciąż nie być postrzeganym jako ekspert, albo odwrotnie – już po kilku latach intensywnej pracy zyskać opinię eksperta w konkretnym obszarze.
W tym artykule przyjrzymy się, co naprawdę oznacza bycie ekspertem w świecie IT i bezpieczeństwa. Omówimy dlaczego nazewnictwo ma znaczenie, czym różni się ekspert od specjalisty czy seniora, jak psychologia (np. syndrom oszusta) wpływa na postrzeganie własnej ekspertyzy, skąd bierze się sceptycyzm lub agresja wobec samozwańczych „ekspertów”, a także jak mierzyć realną eksperckość poprzez dokonania i wpływ na otoczenie.
Dlaczego to ma znaczenie?
Dlaczego w ogóle przejmować się tym, kto jest nazywany ekspertem? Otóż dlatego, że pojęcie ekspert wpływa na to, kogo słuchamy, kogo pytamy o radę i komu ufamy w rozwiązywaniu problemów. W cyberbezpieczeństwie błędne rozpoznanie czyichś kompetencji może drogo kosztować – możemy zignorować cenną radę osoby, która faktycznie ma ekspercką wiedzę, lub przeciwnie: zaufać komuś tylko dlatego, że ma długi staż, choć brakuje mu aktualnych umiejętności praktycznych.
Ponadto, tytuł „ekspert” bywa kością niezgody w zespołach. Osoby z wieloletnim doświadczeniem czasem czują się urażone, gdy ktoś młodszy stażem zostaje okrzyknięty ekspertem. Inni reagują sceptycznie, gdy ktoś otwarcie nazywa siebie ekspertem – w kulturze inżynierskiej częściej to pochwała od innych stempluje nas tym tytułem, a przechwalanie się nim samemu może budzić niesmak. Dlatego zrozumienie, że ekspertem zostajemy dzięki uznaniu społeczności, a nie automatycznie po X latach pracy, jest takie ważne. Ułatwia to zdrowe podejście do własnej kariery i ocenę innych.
Wreszcie, jasne pojmowanie eksperckości jest istotne dla dzielenia się wiedzą. Wielu utalentowanych specjalistów nie zabiera głosu publicznie czy nie dzieli się rozwiązaniami, bo „jeszcze nie są wystarczająco ekspertami”. Efekt? Tracimy okazję, by uczyć się od siebie nawzajem. Jeśli rozumiemy, że liczy się realna wartość i perspektywa innych, a nie perfekcja czy tytuł na wizytówce, łatwiej jest przełamać się i zabrać głos dla dobra społeczności.
Ekspert, specjalista, senior, architekt, mentor – kto jest kim?
W środowisku IT używamy wielu tytułów: specjalista, ekspert, senior developer, architekt, mentor… Warto rozróżnić te pojęcia:
- Specjalista – to osoba posiadająca konkretną wiedzę i umiejętności w danej dziedzinie, wykonująca w niej pracę zawodową. Określenie to kładzie nacisk na fachowość i kwalifikacje w ramach obowiązków służbowych. Krótko mówiąc, specjalista jest świetny w swoim zakresie, ale zwykle działa w ramach swojej roli etatowej. Może być np. specjalistą ds. bezpieczeństwa aplikacji zajmującym się testami penetracyjnymi – kompetentnym, lecz działającym głównie wewnątrz organizacji.
- Ekspert – w odróżnieniu od specjalisty, niesie za sobą element autorytetu i opiniotwórczej roli. Ekspert to ktoś, kogo zdanie bywa przywoływane jako punkt odniesienia, kto doradza innym i cieszy się uznaniem środowiska. Ekspert może robić to samo co specjalista, ale różnica polega na postrzeganiu – inni wykraczający poza jego bezpośredni zespół uznają jego wiedzę za wartościową i godną zaufania. Często ekspert udziela się publicznie: publikuje artykuły, występuje na konferencjach, konsultuje trudne przypadki. To ważne: ekspert niekoniecznie wie wszystko (to mit!), ale w swojej niszy jest osobą, do której się dzwoni, gdy pojawia się nietypowy problem.
- Senior – to z reguły stopień wtajemniczenia w firmowej hierarchii. Senior (np. Senior Security Engineer) oznacza kogoś z dużym doświadczeniem, kto samodzielnie radzi sobie z złożonymi zadaniami i często wspiera młodszych stażem. Senior bywa mentorem w zespole i ma szerokie spojrzenie na projekty. Jednak senior nie zawsze znaczy ekspert – można mieć seniorowi powierzone duże projekty, a jednak nie być rozpoznawalnym autorytetem poza własną firmą. Bywa i odwrotnie: ktoś może nie mieć formalnego tytułu „seniora”, a być ekspertem cenionym w całej branży (np. autor popularnego narzędzia security).
- Architekt – to rola (np. Security Architect, Cloud Architect) skupiona na projektowaniu rozwiązań i wyznaczaniu technicznych kierunków. Architekt musi mieć przekrojową wiedzę i rozumieć złożone systemy. Często jest to doświadczony senior, który potrafi dobrać technologie i wzorce pod wymagania organizacji. Architekt nie zawsze jest ekspertem w jednej wąskiej dziedzinie – raczej łączy kropki między różnymi obszarami techniki. Jego autorytet wynika z umiejętności tworzenia skutecznych rozwiązań całościowych. Może być ekspertem w zakresie architektury systemów, ale nie musi znać detali każdej technologii tak dogłębnie jak specjalista od tej technologii.
- Mentor – to funkcja, którą może pełnić zarówno specjalista, senior, architekt czy ekspert – chodzi o dzielenie się wiedzą i wsparcie mniej doświadczonych. Mentor nie musi być alfą i omegą w danym temacie; ważniejsze, że potrafi tłumaczyć, naprowadzać, inspirować do rozwoju. Wielu ekspertów naturalnie staje się mentorami, ale są też mentorzy, którzy po prostu dobrze uczą i motywują, choć nie aspirują do miana branżowych autorytetów. Mentor skupia się na ludziach i ich rozwoju, ekspert – na wiedzy i jej zastosowaniu, choć te ścieżki często się przeplatają.
W praktyce te role się uzupełniają. Można być jednocześnie ekspertem i architektem (ekspertem uznanym w swojej specjalizacji i architektem systemów w firmie) oraz mentorem dla innych. Sednem jest to, że eksperctwo wyróżnia uznanie zewnętrzne – to społeczność lub otoczenie pracy „przyznaje” nam ten tytuł poprzez zaufanie i proszenie o opinię.
Syndrom oszusta – gdy wątpimy we własną ekspertyzę
Ciekawym zjawiskiem hamującym ludzi przed nazywaniem się ekspertami jest impostor syndrome, czyli tzw. syndrom oszusta. Dotyka on zwłaszcza osoby ambitne i kompetentne. Polega na uporczywym poczuciu, że „nie jestem dość dobry, wkrótce wszyscy się zorientują, że jestem oszustem”. Paradoks polega na tym, że im więcej naprawdę umiemy, tym boleśniej widzimy obszary, w których jeszcze brakuje nam wiedzy – i tym mniej „ekspercko” się czujemy.
W rezultacie nawet wybitni specjaliści unikają słowa ekspert. Mają wrażenie, że to zobowiązuje do absolutnej nieomylności i wszechwiedzy, a przecież zawsze znajdzie się coś, czego jeszcze nie opanowali. Co więcej, środowisko techniczne często promuje kulturę ciągłego uczenia się i pokory wobec złożoności problemów – to świetne podejście, ale ma skutki uboczne. Ludzie boją się „wystawić”, że czegoś nie wiedzą, więc wolą umniejszać swoje osiągnięcia.
Badania potwierdzają skalę zjawiska. W pewnym raporcie dotyczącym rozwoju kariery kobiet w Polsce aż 90% ankietowanych pań miało wysokie kwalifikacje (wyższe wykształcenie, duże doświadczenie zawodowe), a mimo to tylko 11% z nich uznało się za ekspertki w swojej branży. To znamienne – ogromna większość nawet bardzo kompetentnych osób nie czuje się uprawniona do tytułu eksperta. Podobne historie usłyszymy i od mężczyzn w IT: „Mam 15 lat doświadczenia, ale ekspert? Bez przesady, ciągle się uczę”.
Syndrom oszusta potrafi być hamulcem w rozwoju kariery. Jeśli nie wierzysz w swoje kompetencje, mniej śmiało aplikujesz na ambitne role, rzadziej dzielisz się wiedzą publicznie i generalnie chowasz swoje osiągnięcia pod korcem. Warto uświadomić sobie, że to zjawisko dość powszechne i irracjonalne. Nikt z nas nie wie wszystkiego – ale to nie znaczy, że nie możemy być ekspertem w wąskim zakresie. Ekspert przecież nie musi być wszechwiedzący; wystarczy, że w swoim wycinku rzeczywistości jest naprawdę dobry i gotów dzielić się tym z innymi.
Sceptycyzm i agresja wobec „ekspertów” – z czego wynikają?
Skoro tak wiele osób boi się nazwać ekspertem, to kto właściwie używa tego słowa? Często albo osoby rzeczywiście bardzo pewne swojej wiedzy, albo… ludzie o nieco przecenianych umiejętnościach. Tu dochodzimy do drugiej strony medalu: efekt Dunninga-Krugera. Osoby o niższych kompetencjach czasem nie zdają sobie sprawy z braków i oceniają swoje umiejętności znacznie wyżej, niż są one w rzeczywistości. Bywa, że to właśnie one najgłośniej obwieszczają światu swój „ekspercki” status. Natomiast ci najbardziej doświadczeni (patrz syndrom oszusta wyżej) najczęściej się nie wychylają. Rezultat? W przestrzeni publicznej słowo „ekspert” bywa nadużywane przez niewłaściwe osoby, co rodzi powszechny sceptycyzm.
Ilekroć ktoś przedstawia się jako ekspert ds. X na konferencji czy w mediach społecznościowych, natychmiast pojawiają się głosy: „Ekspert sam siebie tak nazywa? To podejrzane”. W branży bezpieczeństwa, gdzie weryfikacja kompetencji jest na porządku dziennym (choćby weryfikacja kodu, testy penetracyjne, peer review), mamy naturalną skłonność do testowania i kwestionowania deklaracji. Z jednej strony to zdrowe – chroni przed fałszywymi prorokami. Z drugiej strony, przeradza się czasem w niepotrzebną agresję lub szyderę wobec ludzi, którzy być może naprawdę mają coś wartościowego do przekazania.
Skąd ta agresja? Często z poczucia zagrożenia lub zazdrości. Jeśli ja przez 10 lat ciężko pracowałem, a nie śmiem nazwać siebie ekspertem, to widząc kogoś z mniejszym stażem obwieszczającego ekspertyzę mogę poczuć bunt: „Jak śmie?!”. W polskiej kulturze zawodowej długo pokutowało przekonanie, że „samochwała w kącie stała” – chwalenie się kompetencjami bywało źle widziane. W rezultacie ktoś, kto świadomie buduje swoją markę jako ekspert, może zostać odebrany jako arogancki, nawet jeśli ma ku temu podstawy.
Niektórzy obawiają się też, że autoprzyznanie tytułu eksperta to próba nobilitacji ponad innych – a nikt nie lubi czuć się „gorszy”. Stąd biorą się komentarze w stylu: „Ekspert? To pokaż, co osiągnąłeś!”, często pisane z przekąsem. Czasem w tle jest zwykła zazdrość albo potrzeba podważenia czyjegoś autorytetu, żeby poczuć się lepiej ze sobą. Internet niestety ułatwia takie przytyki – z bezpiecznej odległości klawiatury łatwo rzucić kąśliwą uwagę.
Warto jednak zachować równowagę. Zamiast z góry negować każdego, kto używa słowa „ekspert”, lepiej sprawdzić fakty. Czy ta osoba faktycznie dzieli się wiedzą? Czy społeczność potwierdza jej umiejętności (np. referencjami, komentarzami, wynikami projektów)? Z drugiej strony, jeśli sam myślisz o nazywaniu się ekspertem publicznie – przygotuj się, że poligon weryfikacyjny czeka. Najlepiej nie ogłaszaj tego wprost, niech twoje dokonania mówią same za siebie, a ludzie prędzej czy później i tak przypną ci łatkę eksperta, jeśli na to zasługujesz.
Historia z życia: najpierw oni, potem ja
Pozwolę sobie na chwilę autobiografii, bo to świetnie ilustruje główną myśl artykułu. Przez pierwsze lata mojej kariery w cyberbezpieczeństwie nigdy nie pomyślałem o sobie „ekspert”. Miałem tytuł specjalisty, potem starszego specjalisty, zdobywałem certyfikaty, rozwiązywałem incydenty – ale ekspert? Brzmiało zbyt dumnie. W mojej głowie ekspertami byli ci legendarni researcherzy, autorzy narzędzi, ludzie z 20-letnim stażem, albo ci często cytowani w mediach. Ja byłem po prostu rzemieślnikiem wykonującym swoją robotę najlepiej, jak umiałem.
Jednak pewnego dnia zauważyłem ciekawą zmianę. Koledzy z firmy zaczęli kierować do mnie najtrudniejsze pytania. Zapraszano mnie do udziału w ważnych projektach jako konsultanta. Na konferencji branżowej, przedstawiając mnie, organizator użył słów „nasz ekspert od bezpieczeństwa”. Poczułem zakłopotanie, ale też satysfakcję. Z czasem takich sytuacji było coraz więcej – ktoś w sieci udostępnił mój artykuł dopisując „warto przeczytać, ekspert radzi”, innym razem poproszono mnie o ekspercką opinię do magazynu. Zorientowałem się, że zanim ja sam odważyłem się pomyśleć o sobie ekspert, otoczenie już od roku czy dwóch tak mnie postrzegało.
Ta historia nauczyła mnie pokory, ale i tego, że ekspertem nie stajesz się przez własne deklaracje – to inni cię nim mianują poprzez zaufanie do twojej wiedzy. Możesz latami unikać tego słowa (jak ja), a i tak ludzie zaczną je z tobą kojarzyć, jeśli konsekwentnie dzielisz się wartościową wiedzą i rozwiązujesz realne problemy. To chyba najlepszy sposób – pozwolić, by tytuł eksperta przyszedł naturalnie, jako efekt uboczny rzetelnej pracy.
Jak mierzyć eksperckość w cyberbezpieczeństwie?
Skoro nie lata w CV, to co świadczy o tym, że ktoś jest ekspertem w naszej branży? Oto kilka praktycznych kryteriów, które lepiej oddają eksperckość w cyberbezpieczeństwie niż sam staż:
- Realny wpływ (impact): Czy dana osoba może wskazać konkretne rezultaty swoich działań, które poprawiły bezpieczeństwo? Np. wykryte poważne podatności, udaremnione incydenty, usprawnione procesy bezpieczeństwa w firmie. Ekspert zostawia po sobie ślad – rozwiązuje problemy, które bez niego pozostałyby nierozwiązane.
- Rozwiązywanie złożonych problemów: Ekspert potrafi poradzić sobie z wyzwaniami, na których inni się zatrzymują. Gdy w logach pojawia się nietypowy wzorzec ataku, albo gdy zespół utknie próbując prześledzić wektor włamania – to właśnie ekspert często wskazuje trop lub metodę dojścia do rozwiązania. Nie znaczy to, że działa solo; często to zespołowy wysiłek, ale ekspert wnosi unikalną perspektywę i głębię zrozumienia.
- Feedback społeczny: Jak otoczenie reaguje na wkład tej osoby? Czy koledzy z zespołu radzą się jej regularnie? Czy na meet-upach branżowych ludzie kojarzą jej nazwisko? Może publikuje blog lub podcast i dostaje pozytywne komentarze od innych praktyków? Społeczny odzew – od małych sygnałów (ktoś pisze „dzięki, twój skrypt uratował mi projekt”) po większe (zaproszenia na konferencje, współpraca międzyfirmowa) – to jeden z najlepszych mierników eksperckości. Ekspert to ktoś, kogo opinia się liczy.
- Otwarte dzielenie się wiedzą: W cybersecurity powszechne jest dzielenie się narzędziami i wiedzą. Czy ta osoba opublikowała coś od siebie dla dobra społeczności? Może to być kod (projekt open source, moduł do narzędzia security), może być artykuł techniczny, case study z przeprowadzonego projektu, szkolenie czy choćby wątek na forum branżowym z wyjaśnieniem trudnego tematu. Eksperci często są twórcami treści lub narzędzi, nie tylko ich konsumentami. Jeśli ktoś regularnie daje coś od siebie społeczności – buduje tym samym swój status eksperta.
- Autorskie narzędzia lub metody: Wysoki poziom ekspertyzy objawia się tym, że specjalista zaczyna tworzyć własne usprawnienia. Może to napisał własne narzędzie do analizy malware, które potem staje się popularne na GitHubie? Albo opracował metodologię oceny ryzyka, którą zaadoptował jego dział w firmie? Takie dokonania świadczą, że nie tylko zna najlepsze praktyki, ale potrafi pchnąć je krok dalej – a to cecha prawdziwych ekspertów i innowatorów.
Oczywiście żaden pojedynczy wskaźnik nie czyni z automatu eksperta. To raczej kombinacja powyższych elementów, dostrzeżona i doceniona przez innych, buduje nasz ekspercki autorytet. Można mieć 15 lat w branży i nie spełniać żadnego z tych punktów (np. pracując całe lata rutynowo, bez dzielenia się wiedzą i bez znaczących osiągnięć – taki „cichy specjalista”). Można też w 5 lat „nadrobić” intensywnością działań i zdobyć renomę eksperta, bo np. co roku nasze odkrycia trafiają na branżowe blogi, a narzędzia są używane przez setki osób.
Praktyczne przykłady z branży
Aby lepiej zobrazować powyższe punkty, przyjrzyjmy się kilku hipotetycznym sytuacjom z życia branży IT/security:
- Przykład 1: Szybka ścieżka ekspercka – Alicja zaczęła pracę w infosec 4 lata temu. Od początku mocno zaangażowała się w testy penetracyjne aplikacji webowych. Po godzinach szlifowała swoje umiejętności na platformach CTF, publikowała też wpisy na blogu o ciekawych exploitach XSS/SQLi, które znalazła. W trzecim roku kariery odkryła krytyczną lukę w popularnym frameworku i zgłosiła ją odpowiedzialnie, zyskując podziękowanie w oficjalnym advisory. Jej artykuł o tym odkryciu rozszedł się po polskim LinkedIn. Choć Alicja ma „tylko” 4 lata doświadczenia, coraz więcej osób w środowisku mówi o niej ekspertka od bezpieczeństwa aplikacji. Koledzy z większym stażem kierują do niej pytania w tej dziedzinie. To klasyczny przypadek, gdzie merytoryczny wkład i dzielenie się wiedzą przeważyły nad liczbą lat pracy, budując reputację ekspercką.
- Przykład 2: Wieloletni specjalista bez rozgłosu – Bartek pracuje jako administrator bezpieczeństwa od 12 lat w jednej instytucji. Jest rzetelny, ma ogromną wiedzę o swojej infrastrukturze, ale skupia się wyłącznie na wewnętrznych zadaniach. Nie udziela się na konferencjach, nie publikuje, raczej stroni od rozgłosu. Dla swojego zespołu jest niezastąpiony – fachowiec pełną gębą. Jednak poza firmą nikt go nie zna. Kiedy w branży pada jego nazwisko, zapada cisza – nie dlatego, że ma złą opinię, lecz dlatego że nie zbudował żadnej rozpoznawalności. Bartek jest specjalistą i seniorem, ale trudno nazwać go ekspertem w szerszym rozumieniu, bo brakuje mu właśnie tej nadanej przez innych etykiety. Być może gdyby zaczął dzielić się swoimi doświadczeniami (a ma ich sporo!), szybko okazałoby się, że ma ekspercką wiedzę. Póki co jednak jest ekspertem „utajonym”, znanym tylko w wąskim gronie.
- Przykład 3: Samozwańczy guru z wątpliwą renomą – Celina przebranżowiła się na cybersecurity dwa lata temu po kursie online. Od razu na LinkedIn wpisała w nagłówku „Cybersecurity Expert”. Aktywnie buduje markę osobistą: prowadzi kanał na YouTube, gdzie opowiada o bezpieczeństwie, często w bardzo uproszczony sposób. Z jednej strony – brawo za zapał i popularyzację wiedzy. Z drugiej – wśród doświadczonych specjalistów jej treści budzą mieszane uczucia, bo zawierają sporo nieścisłości. Celina jednak przedstawia się jako ekspertka, co niektórych irytuje. Na branżowej grupie pojawiają się uszczypliwe komentarze kwestionujące jej kompetencje. To przykład sytuacji, gdzie sam tytuł „ekspert” użyty zbyt wcześnie może wywołać negatywny odzew. Być może za kilka lat Celina faktycznie nabierze doświadczenia i stanie się ekspertką, ale jeśli teraz bardziej kreuje wizerunek, niż go pokrywa wiedzą – ryzykuje utratę wiarygodności w oczach części społeczności.
Każda z tych historii niesie lekcję. Alicja pokazuje, że ekspertyza to wartość, jaką widzą w tobie inni na bazie realnych dokonań. Bartek uświadamia, że można być bardzo dobrym w swoim fachu, ale dopiero wyjście do szerszej społeczności ujawnia eksperta. Celina zaś przypomina, że tytuł zobowiązuje – i że lepiej, by nadawali go inni, a nie my sami, zanim przyjdzie na to pora.
Checklista: Czy jesteś ekspertem?
Skąd masz wiedzieć, czy Ty sam(a) już pełnisz rolę eksperta? Poniższa checklista może Ci w tym pomóc. Im więcej punktów pasuje do Ciebie, tym bardziej prawdopodobne, że otoczenie postrzega Cię jako eksperta:
- Inni szukają u Ciebie rady – Koledzy z firmy lub ludzie z branży regularnie zgłaszają się z pytaniami w Twoim obszarze specjalizacji. Uważają, że znasz się na tym jak mało kto.
- Rozwiązałeś/łaś nietypowe problemy – Masz na koncie przynajmniej kilka poważnych problemów, które udało Ci się rozgryźć lub projekty, które zakończyły się sukcesem dzięki Twoim umiejętnościom. Twoje portfolio zawiera rzeczy, z których jesteś dumny/a i które nie były proste.
- Dzielisz się wiedzą – Publikujesz artykuły, tutoriale, open-source’owe narzędzia, prowadzisz szkolenia lub prezentacje. W jakiejkolwiek formie – wychodzisz z wiedzą do ludzi, a oni z tego korzystają (i dają Ci znać, że doceniają).
- Masz społeczny dowód uznania – Ktoś z zewnątrz polecił Cię do projektu lub zaprosił jako prelegenta/eksperta. Albo otrzymujesz pozytywne referencje, rekomendacje na LinkedIn, może nagrodę branżową. To sygnały, że Twój wkład jest dostrzegany.
- Czujesz odpowiedzialność za swoje opinie – Gdy zabierasz głos w dyskusji technicznej, robisz to po analizie i z przekonaniem, bo wiesz, że ludzie liczą na Twój osąd. Dbasz o rzetelność, sprawdzasz fakty – zdajesz sobie sprawę, że Twoje słowa mogą ważyć więcej niż przeciętnego inżyniera.
- Nie boisz się przyznać „nie wiem” – Paradoksalnie, prawdziwy ekspert potrafi wskazać granice swojej wiedzy. Jeśli otwarcie mówisz „tego nie jestem pewien, sprawdźmy” zamiast brnąć w półprawdy, świadczy to o dojrzałości. Ludzie ufają bardziej tym, którzy są szczerzy co do swoich ograniczeń – bo to oznacza, że gdy wypowiadasz się kategorycznie, rzeczywiście masz podstawy.
Zaznaczasz większość? Jest duża szansa, że dla wielu osób już jesteś ekspertem, nawet jeśli sam/a jeszcze się wahasz użyć tego słowa. Niewiele punktów na tak? Być może to sygnał, nad czym popracować – nie tyle po to, by dokleić sobie etykietkę „ekspert”, ale by zwiększyć swój wpływ i dzielić się wiedzą skuteczniej.
Podsumowanie

Na koniec – wezwanie do działania dla Ciebie jako czytelnika. Niezależnie od tego, czy aspirujesz do miana eksperta, czy wręcz przeciwnie – uciekasz od niego – warto zrobić mały rachunek sumienia i podjąć konkretne kroki:
- Przeanalizuj swoje projekty i dokonania: Zobacz, czy twoje projekty trafiają do innych – czy z twoich rozwiązań korzystają współpracownicy lub społeczność? Może warto upublicznić jakieś narzędzie, nad którym pracowałeś/aś, albo opisać case study z wdrożenia zabezpieczeń? Ekspertyza rośnie, gdy dzielimy się wynikami pracy.
- Zapytaj sam siebie, kogo ostatnio czegoś nauczyłeś/aś: Jeśli trudno Ci znaleźć przykład z ostatnich miesięcy, potraktuj to jako zachętę, by poszukać okazji do mentoringu lub prezentacji. Nauczanie innych to podwójna korzyść – konsolidujesz swoją wiedzę i budujesz reputację.
- Zgłoś się do wyzwania: Może jest problem w twojej organizacji, którego nikt nie chce tknąć, bo wydaje się zbyt trudny? Świetnie – to może być Twój moment. Podejmij się go, nawet jeśli wymaga to dodatkowej nauki. Eksperci rodzą się w ogniu wyzwań.
- Poproś o feedback: Dowiedz się, jak postrzegają Cię inni. Zapytaj zaufanych kolegów, w czym uważają cię za naprawdę dobrego. Czasem sami nie widzimy, że dla otoczenia już jesteśmy autorytetem w jakimś zakresie – a taka informacja doda Ci pewności siebie (albo wskaże obszary do rozwoju).
Pamiętaj, że „ekspert” to nie korona do założenia, lecz rola, jaką spełniasz wobec innych. Gdy skupisz się na rozwiązywaniu problemów, ciągłej nauce i wspieraniu społeczności wiedzą, prawdopodobnie pewnego dnia obudzisz się, a ludzie będą już cię tak nazywać. I co najważniejsze – będzie to zasłużone miano, a nie pusty tytuł. Powodzenia na tej drodze!
Ikonografika dla Ciebie 🙂

Bibliografia
- https://en.wikipedia.org/wiki/Dunning–Kruger_effect
- https://en.wikipedia.org/wiki/Impostor_syndrome
- https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/38782470/
- https://www.sciencedirect.com/science/article/abs/pii/S0197455624000571
- https://link.springer.com/article/10.1186/s12912-025-03560-5
- https://articlegateway.com/index.php/JOP/article/view/7693
- https://arxiv.org/abs/1707.03869